23.10 - niedziela - trzeci dzień rajdu

Rano szybkie przepakowanie na pace, bo w załadowanym po sam dach nieskończoną ilością paczek, pudeł, toreb i skrzyneczek aucie niczego nie można znaleźć . Ruszamy. Afryka dzika coraz bliżej. Po godzinie granica francusko – hiszpańska. Absolutnie nieistniejąca, bo przecież Schengen. Oby to wielkie ułatwienie trwało dla Polaków jak najdłużej.

   Włączamy internet. Słuchamy świetnej audycji o Afryce. Maciej Okraszewski z portalu Dział Zagraniczny zaprasza do dyskusji rewelacyjnych ekspertów od różnych dziwnych, mało uczęszczanych regionów świata. Sam błyszczy wiedza wyborną. Słuchamy długiej, bardzo merytorycznej dyskusji o sytuacji na spornej od lat, konfliktowej i zaminowanej granicy między Marokiem, a Saharą Zachodnią. W szkole wbijano nam do głowy o jednym z cudów świata - monstrualnym murze chińskim. Teraz do tego rekordu zbliża się Maroko ogromnym wysiłkiem finansowym budując absurdalny mur miedzy niczym i niczym, przez środek pustyni na konfliktowej granicy z Saharą Zachodnią. Jeśli oba kraje dogadają się (na razie się nie zanosi) to  to cała inwestycja będzie tylko pomnikiem głupoty i nienawiści. Nam ta wiedza jest potrzebna, bo przez ten cały,  od lat zaminowany obszar musimy przejechać.

W roku 2007 stary Rajd Paryż - Dakar tak zaognił sytuację w tym regionie, że miejscowi partyzanci postraszyli organizatorów rajdu (francuskiego, a Francja to militarna potęga atomowa!), że impreza została zatrzymana na starcie w Europie. Tysiąc uczestników z tysiącem umów sponsorskich i medialnych straciło swoje pieniądze. Tysiąc spraw sądowych. Stałem wtedy na starcie tego rajdu. Nietęgie były miny organizatorów. Jedna z największych porażek nie tylko w historii światowego sportu. W historii światowej ekonomii też. Audycji wysłuchanej na dzialzagraniczny.pl wynika, że rejon jest ciągle zapalny, pełno tam wszędzie wojska i absolutnie nie wolno zjeżdżać z wyznaczonej trasy tranzytowej. Pilnują tego miny ułożone wzdłuż drogi. Bardzo przydatna wiedza.

Jedziemy na południe, w głąb Hiszpanii, w stronę Gibraltaru. Robi się bardzo ciepło. Na paru górkach silnik przegrzewa się. Wentylatory pomagają dziwnie mało. Silnik bardzo gorący, a chłodnica niekoniecznie. Czyli niechętny do współpracy termostat. Nowy w manelach jest, ale pod maską, a mamy silnik diesla,  dostęp jest utrudniony makabrycznie. W dodatku trzeba poczekać aż to wszystko ostygnie.Wyjęcie termostatu zabiera Markowi godzinę. Na kuchence gazowej gotujemy wodę. Połowę na zupę, a polowe na test termostatu. Wrzucamy do wrzątku oba. Otwiera się tylko nowy. Montaż przy silniku jest mozolny,  więc więc strata czasu jest duża.

W końcu ruszamy, jest lepiej. Zamiast temperatury, na tutejszym paliwie, Polonez nabrał hiszpańskiego temperamentu. Do promu jeszcze daleko.